Dla tych którzy znają mnie osobiście nie jest sekretem, że jestem babką z nadwagą. Nie lubię tych moich nadprogramowych kilogramów, ale nauczyłam się je akceptować. Moja miłość do czekolady i ciasteczek jest po prostu zbyt wielka, bym potrafiła z nich zrezygnować na rzecz smukłej sylwetki.
Niestety producenci odzieży nie chcą ze mną współpracować w tym temacie.
Znalezienie ubrań w moim rozmiarze graniczy z cudem a kiedy już się uda to okazuje się, że według rzeczonych producentów, kobieta przybierając na wadze jednocześnie rośnie - wszystkie więc duże ciuchy są na mnie za długie. O niedopasowaniu w biodrach/biuście litościwie nie wspomnę, bo to problem nie tylko 'puszystych' ale wszystkich 'biuściastych' dziewczyn.
Nie byłabym obiektywna gdybym nie wspomniała o sklepach dedykowanych dla dużych pań. Niestety ich oferta rzadko bywa odpowiednia dla młodych kobiet, do których mam nadzieję, wciąż się zaliczam. Poza tym często jeśli już coś tam dla siebie znajdę to okazuje się, że jestem za szczupła (sic!) i nie mają mojego rozmiaru.
Ale nie piszę tego posta by żalić się na swój ciężki los, ale by pochwalić się swoim krawieckim sukcesem. Otóż uszyłam sobie cudną ołówkową spódnicę. Odpowiedniej długości dopasowaną tak jak trzeba z zamkiem od samego dołu w kontrastowym kolorze... słowem - wymarzoną, od lat bezskutecznie poszukiwaną.
Może ktoś ma ochotę na podobną? Chętnie uszyję na wymiar.
Fotki na człowieku (czyli na mnie) w późniejszym terminie :)
Tył spódnicy i widok od frontu :)

Bombowy zamek!
OdpowiedzUsuń