czwartek, 25 września 2014

O osłach i oślicach

Jak Polska długa i szeroka przez kraj cały przetoczyła się wczoraj informacja o osiołkach z poznańskiego zoo ukaranych za swoje erotyczne wybryki.
Wszyscy o tym słyszeli, prawda?
Grupa oburzonych matek przy wtórze nadgorliwej radnej zażądała odseksualizowania wybiegu dla osłów.

Dlaczego, pytam. Dlaczego na własne życzenie pozbawiać się narzędzia pedagogicznego?

Nieufnie patrzę na szkolne lekcje "wychowania do życia w rodzinie".  Uważam, że edukacja seksualna dzieci należy do rodziców, ba powiedziałabym nawet, że jest koronnym obowiązkiem rodziców.
Dlatego właśnie czekam, tak czekam, aż "na oczach" moich dzieci jakieś osiołki, pieski czy kotki zechcą "pójść na całość", bo to byłaby znakomita okazja do podjęcia tematu - wymówka by potem w domu pokazać obrazek (dostosowany do wieku oczywiście), że my - ludzie - dokładnie tak samo.

Dzieci zadają pytania - wszystkie jakie przyjdą im do głowy. Zapytają "co to jest erekcja?" - w autobusie (bo reklama w radiu), "co to jest tampon?" - w restauracji (bo podsłuchały rozmowę w toalecie). Jeśli miejsce lub czas są nieodpowiednie na takie rozmowy, mówię - "zapytaj mnie o to w domu". Zwykle pytają - wtedy szczerze odpowiadam, czasem zapominają - wtedy uznaję, że widocznie jeszcze nie nadszedł czas.

Od początku kupowałam dzieciom książki o anatomii człowieka, a one zawsze najdłużej zatrzymywały się na rozdziałach o rozmnażaniu, dlaczego?
Dla dziecka to odpowiedź na podstawowe pytania egzystencjalne.
Skąd się wziąłem? Jak to się stało, że tu jestem?

A osiołki? Podobno, dzięki burzy medialnej, znów są razem :) a mi pozostaje mieć nadzieję, że jakieś rozbuchane erotycznie zwierzątka pojawią się i w gdańskim zoo :) albo słoń-gej - eh, to dopiero byłby temat na rozmowę ;)

A co wy o tym myślicie?

środa, 10 września 2014

O całej wiosce i długofalowych efektach

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie poniższa notka, która kilka dni temu obiegła parentingową część blogosfery. Kto jeszcze nie czytał - zapraszam do przeczytania.

http://matkatylkojedna.blogspot.com/2014/09/nie-kupuj-mojemu-dziecku-pierdoek.html#.VA_9CBZQQo1

I powiem tylko, że nie zgadzam się z opinią autorki. Przewrotnie więc odwrócę postulat zawarty w tytule i napiszę własny:
Kupuj mojemu dziecku co tylko zechcesz.

Przeczytałam kiedyś takie zdanie:
"Do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska."

To z pozoru banalne stwierdzenie stało się inspiracją dla całego mojego rodzicielstwa.
Moja rodzina nie jest niezależną wyspą. Żeby wychować dzieci potrzebuję pomocy a prosząc kogoś o nią decyduję się na przyłączenie tej osoby do rodziny.
Dziecko nie jest moją własnością, jest swoim własnym odrębnym bytem.
Jest nie tylko córką/synem, ale też wnukiem, siostrzeńcem, chrześniakiem.
Nie jest bardziej moją córką niż wnuczką swojej babci, to po prosu my dwie mamy wobec niej różne zobowiązania.

Nie wyobrażam sobie żeby babcia, czy ciocia konsultowała się ze mną za każdym razem gdy chce kupić mojemu dziecku taką czy inną zabawkę. Niezależnie od tego jak bardzo badziewna mi się wydaje, dla mojego dziecka jest cudownym skarbem, bo podarowanym z miłością przez kochającą osobę.

I jeszcze jedna refleksja wpadła mi do głowy.
Każdy z nas chciałby wychować niezależne i pewne siebie dziecko, po to żeby mogło stać się w przyszłości szczęśliwym dorosłym.
Gdy dziecko jest malutkie łatwo jest narzucić mu swój pomysł na jego dzieciństwo, kupować mu dizajnerskie ciuszki i dawać wyłącznie edukacyjne zabawki, ale kiedy nasz pulchny bobas staje się dwulatkiem i zaczyna dostrzegać, że ten mały chłopiec w lustrze to on sam wszystko się nagle zmienia. Mały człowiek zaczyna mieć wtedy własne marzenia, pragnienia oraz własny pomysł na to jak chce wyglądać.
Ryzykujemy wtedy, że narzucając mu swoje gusta, nawet w dobrej wierze i w imię kształtowania dobrego smaku, stłamsimy w naszym dziecku to poczucie niezależnosci, które jest przecież naszym celem.
Zastanówmy się wiec na czym nam bardziej zależy - na kształtowaniu "gustu", który jest przecież rzeczą subiektywną i uzależnioną od chwilowej mody czy na długofalowych efektach wychowania.