"Ależ Pani ma żywe dzieci." - usłyszałam dziś od sprzedawczyni w księgarni na temat mojego syna oraz siostrzeńca. Chłopcy wybierali sobie książki śmiali się i wymieniali uwagi na temat oglądanych lektur. Niczego nie zniszczyli ani nie porozrzucali. Jak na mój gust byli wyjątkowo "grzeczni". A tu proszę : "Ja chyba dostałabym nerwicy." - dodaje Pani księgarnianka.
Ja jako wzór oazy spokoju! Każdy, kto zna mnie trochę bliżej, uśmiałby się serdecznie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz